TNN.PL             O nas   Leksykon "Pamięć Miejsca"   Przeczytaj! - Patrz!-Posłuchaj!   Przewodnik    Kontakt   
Ośrodek "Brama Grodzka - Teatr NN"    
Aktualności
O Ośrodku
Brama Grodzka
Teatr NN
Tryptyk chasydzki
Moby Dick
Zbyt głośna samotność
Inwokacja
Ziemskie pokarmy
Wędrówki niebieskie
Lubelskie Podziemia
Działalność
Zespół
Forum
Kontakt

Newsletter
Aby zapisać się do newlettera wejdź na stronę teatrnn.pl

Poznaj historię Lublina !
Edukacyjny portal internetowy o dziedzictwie kulturowym Lublina i Lubelszczyzny
leksykon.teatrnn.pl
 
Kup nasze publikacje !
Tu możesz kupić on-line wydawnictwa Ośrodka "Brama Grodzka - Teatr NN"

 
Polecamy !

www.wesk.pl

 

http://www.mlodszaeuropa.pl

 

 

 

TNN >  Teatr NN >

Tryptyk chasydzki 
 
"Był sobie raz..." fot. M. Kubiszyn

Teatr - opowiadanie historii

czyli

Tryptyk chasydzki

Praca z dokumentem, zbieranie i rejestrowanie wspomnień, wsłuchiwanie się w opowieści różnych ludzi zaprowadziło mnie do zainteresowania się tradycją opowiadania, opowiadania historii a to spowodowało, że teatr znów do mnie wrócił.

Słuchanie opowiadanych historii zawsze było rodzajem misterium. W czasach gdy podstawowym środkiem przekazywania wiedzy o minionych i aktualnych wydarzeniach była opowieść szczególną rolę pełnili bajarze snujący swoje opowieści wśród słuchaczy zgromadzonych wokół ogniska, czy też w gospodzie.

Tylko czy we współczesnym świecie można jeszcze doprowadzić do autentycznego spotkania między ludźmi wychowanymi na nowoczesnych „gorących” mediach z kimś opowiadającym jakąś historię. Kimś, kto przychodzi i mówi: Posłuchajcie, chcę wam opowiedzieć historię!

Znalazłem kilka pięknych, zaczerpniętych z folkloru żydowskiego opowieści, ale w jaki sposób je opowiedzieć aby zabrzmiały prawdziwie i ciekawie? Intuicyjnie czułem, że sposób opowiadania tych historii będzie musiał być poddany jakiejś formie teatralizacji. Tylko jak to zrobić?

W książce Bogatyriewa „Kultura ludowa” odnalazłem opisy bajarzy z teatru ludowego. Oto jeden z fragmentów opisujących grę takiego aktora:

„Biełkow angażuje prawie wszystkie środki sceniczne. Izba jest dla niego obszarem scenicznym; piec jest organiczną częścią opowiadania, albowiem wciąga go w grę to zdejmując z niego kosz, to wyciągając gorący sagan itp. Mimiką co prawda posługuje się ostrożnie. Obawia się zapewne śmieszności: nie naśladuje twarzy staruchy, do mimiki ucieka się tylko przy odtwarzaniu rozgniewanego starca. Powściągliwość tę rekompensuje natomiast pantomimika. Wykonawstwo Biełkowa nie ma charakteru epickiego - nie opowiadał bowiem o staruszkach jako o osobach trzecich, lecz od samego początku podawał opowieść w pierwszej osobie, ciągle przeistaczając się to w starca, to w jego żonę. Tu, jak widać, opowiadanie baśni stało się czynnością teatralną.

Nie każdy bajarz - ma się rozumieć - tak dramatyzuje i teatralizuje tekst baśni, ale dla bajarza w rodzaju Biełkowa, dla bajarza - aktora, by tak rzec, podobne odtwarzanie opowieści jest czymś zwyczajnym i typowym. Dodajmy jeszcze, że w wykonaniu ustnych opowieści dużą rolę odgrywa zaangażowanie publiczności, która tutaj, jak i w ludowym teatrze bierze aktywny udział”.

Jeszcze inny trop odnalazłem w książce J. Langnera „Dziewięć bram do tajemnic chasydów”:

„Gawędziarz opowiada nie tylko słowami. Jeśli brak mu słów, pomaga sobie gestami, mimiką, modulacją głosu. Gdy opowiada o czymś strasznym, zniża głos do szeptu. Gdy ma wyjawić jakąś tajemnicę, zadowoli się tylko aluzją, przerywając w połowie zdania, mrugnie, rzuci ukośne, porozumiewawcze spojrzenie. Gdy opisuje jakieś nadprzyrodzone piękno, zamyka oczy i chwieje głową w prawdziwej ekstazie. W ten sposób słuchacz rozumie o wiele więcej, niż gdybyśmy malowali wszystko drobiazgowo najwyszukańszymi i najmądrzejszymi słowami. Opowiadający mówi stylem najprostszym, bez specjalnego patosu i najzupełniej niekonsekwentnie. Często przechodzi od jednego świątobliwego do drugiego - więc nie dziwcie się, jeżeli ja czasami też tak robię.”

J. Langner s. 52-53

Próbowałem też wyobrazić sobie „śpiewaków brodskich” i ich przedstawienia teatralne w formie monologów, w których aktor wcielał się w najprzeróżniejsze postacie: nauczyciela, kantora, swata, pastucha i z użyciem rekwizytów i przebrania śpiewał na smutną nutę o własnej doli i niedoli.

Mając osadzoną w tradycji formę do opowiadania historii i mając kilka pięknych opowieści zaczerpniętych z folkloru żydowskiego rozpoczęliśmy wspólnie z Witkiem Dąbrowskim pracę. Powstały w ten sposób trzy przedstawienia teatralne. Atmosfera tych przedstawień została uchwycona w recenzjach prasowych, które warto tu przytoczyć.

 

„Był sobie raz”

„Szlemiel z opowiadania Singera zapragnął szukać lepszego i ciekawszego życia w Lublinie. Nigdy tam nie dotarł, pomimo mozolnej wędrówki. Miasto, do którego trafiał, to wciąż był jego uprzykrzony Chełm, ze swoimi równie uprzykrzonymi mieszkańcami. Cały świat jest Chełmem, a Chełm jest całym światem - dochodzi do słusznego wniosku Szlemiel. Ucieczki nie ma, tak jak nie można uciec od samego siebie. Ta prościutka z pozoru i zabawna historia, wywodząca swój żywot z folkloru żydowskiego, nosi w sobie ogromny ładunek egzystencjalny. O dziwo, okazuje się też wspaniałym tworzywem teatralnym. Aby wydobyć te atuty na scenie, trzeba jednak prawdziwego mistrzostwa. W spektaklu „Był sobie raz” Teatru NN mamy do czynienia z takim właśnie przypadkiem.

Kiedy przypomnimy sobie rozmiary machiny teatralnej, jaka tworzyła poetykę choćby „Sztukmistrza a Lublina” w Teatrze Osterwy, staniemy zdumieni faktem, że te same klimaty można wyczarować środkami tak oszczędnymi, prostymi, wywodzącymi się z prapoczątków sztuki teatru. Witold Dąbrowski - Szlemiel i towarzyszący mu muzycznie w wędrówkach krok w krok Bartosz Stańczyk. To oni, bez żadnego rekwizytu, bez żadnego elementu scenografii, otwierają przed widzem świat pulsujący barwami, dźwiękami, zapachami, emocjami, świat zmieniających się pejzaży i sytuacji, gwarny, rozgadany, rozkrzyczany, skotłowany od tysięcznych małych ludzkich spraw. Tłum bohaterów Singera wstępuje w niewielką posturę Witolda Dąbrowskiego, raz odzywając się gderaniem jego żony, to znów namaszczoną powagą żydowskiej rady deliberującej nad głupkiem. Niesamowite tempo, w jakim cały ten zgiełk, przelewa się przez aktorskie „medium” i klawiaturę akordeonu, wprawia widza w pełne podziwu osłupienie. Zaczyna władać nim nieodparty rytm spektaklu i zagarniać w wir wydarzeń wszystko i wszystkich wokół”.

M. Gnot - „Wszystkie drogi prowadzą do Chełma”

 

„Tajbełe i jej demon”

„ Temat najnowszego, lekkiego i zarazem głęboko wzruszającego spektaklu Teatru NN: miłość demona i samotnej kobiety, przywołuje wielowiekową tradycję dociekań nad istotą dobra i zła.

Spełnił się zamiar Teatru NN z Bramy Grodzkiej zbudowania scenicznego tryptyku z żydowskich opowieści, czerpiących z cudownie żartobliwego chasydzkiego folkloru, a przywołujących w sposób nienachalny prawdy proste i przekonywujące. Powstały trzy krótkie (do pół godziny) przedstawienia na aktora i instrument. Aktor w tryptyku jest ten sam - Witold Dąbrowski, różne zaś instrumenty i muzycy. W przezabawnej opowieści o leniwym Szlemielu, który z Chełma wyruszył do Lublina, z aktorem rozmawia akordeon Bartłomieja Stańczyka, w historii „O tym jak Fajwł szukał samego siebie” Witoldowi Dąbrowskiemu towarzyszy Robert Brzozowski na kontrabasie. Przedstawienia nie wymagają scenografii, specjalnych świateł, sprzętu elektronicznego, ba - nie wymagają nawet sceny. Lecz choć to teatr ubogi - w walizce (i w futerale), aktor i muzyk z instrumentem potrafią wyczarować całe bogactwo środków wyrazu. Spektakle urzekają lekkością i dowcipem, imponują poziomem profesjonalizmu instrumentalistów. Atmosfera opowieści jak i samych przedstawień sprawia, iż ogląda się je z niekłamaną przyjemnością, niczym teatralne pocztówki.

Reżyser Tomasz Pietrasiewicz fabułę do dwóch pierwszych spektakli wziął z opowieści chasydzkich Martina Bubera, zaś trzeci, (…) spektakl „Tajbełe i demon” oparł na opowiadaniu Isaaca B. Singera. Partnerem ludzkiego głosu jest dźwięk fletu, niezwykłego, emocjonalnego instrumentu, który perfekcyjnie opanował, Jarosław Adamów, bezrobotny absolwent łódzkiej Akademii Muzycznej.

To doprawdy bardzo wzruszająca historia o miłości; dość powiedzieć, że na premierze widowni pociekły łzy. Do samotnej Tajbełe, młodej jeszcze kobiety, która straciła męża i dzieci, nocą przychodzi Hurmizasz, demon - kochanek. Ona szczęśliwa, kochana i pieszczona, może czegoś się domyśla, a jednak o nic nie pyta, on zaś zdaje jej czasami relację z tajemnych, demonicznych spraw. Naprawdę zaś Hurmizasz to biedny, nic nieznaczący pomocnik nauczyciela w chederze; kiedy przypadkowo zobaczył nagą Tajbełe, wśliznął się do jej samotnego łóżka, udając demona. I tak zostało. Do czasu...

W „Tajbełe...” nie ma żartów, gdyż w tej opowieści idzie o materię bardzo osobistą, by nie powiedzieć - intymną. Lecz to, wprawdzie wciągająca i przejmująca, ale tylko pierwsza, zmysłowa sfera tej opowieści i spektaklu, zza której wyłania się inna - spirytualna, duchowa, demoniczna. Demon to wszak pośrednik między Bogiem a ludźmi, który działa na człowieczą zgubę. Otóż, jak widać, demon nie zawsze działa na zgubę i nie zawsze jest nosicielem zła. Homer utożsamiał demony z bóstwami, a starotestamentowy demon wcale nie musiał nakłaniać do grzechu. Zatem otwiera się tu szerokie pole do spekulacji demonologicznych; najwyraźniej za tym co się przydarzyło Tajbełe stoją wielowiekowe dociekania mędrców. Jaką naturę ma demon? Kto jest w czyjej skórze: demon - w ludzkiej czy człowiek - w demonicznej. Czy to nie Bóg wysłał do Tajbełe demona Hurmizasza?

Temat i instrument sprawiły, że najnowszy spektakl Teatru NN ma nieco inną strukturę, więcej tu dialogowania głosu i muzyki niż wspólnego brzmienia, także narracja biegnie tu i ówdzie większymi partiami. „Tajbełe” to przecież drobiazg, lecz wrażenia pozostają niezapomniane”.

Grzegorz Józefczuk - „Zakochany demon”

 

Te przedstawienia inspirowane m.in. opowiadaniami Singera to rodzaj hołdu złożonego ich autorowi w mieście, które utrwalił w swojej książce „Sztukmistrz z Lublina”. Jedna z opowiadanych historii jest wzięta ze skarbca nieśmiertelnych opowieści o „Chełmskich głupcach” ma więc w sobie lokalny koloryt.

To właśnie przedstawienie zobaczył Theodor Biker, legendarny odtwórca Tevi Mleczarza w „Skrzypku na dachu”. Był pod wielkim wrażeniem gry aktorskiej Witolda Dąbrowskiego - tego, w jaki sposób buduje opowieść, jakich środków do tego używa.


Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione
1997 - ; Wszystkie prawa zastrzeżone; Ośrodek Brama Grodzka - Teatr NN, ul Grodzka 21, 20-112 Lublin

powered by prot hosting serwery

Wspłpraca: